- poczskasz chwilę? Skocze po marchewkę dla koni.
- jasne. - podeslalam mu obiecujący uśmiech.
Chłopak znikł niczym mgła, zostałam sama, sama z koniem na polu. (...) W pewnym momencie Rose zaczęła wierzgc, z racji, ze puscilam wodze- spadlam. Koń popedzil przed siebie, a zamiast niego pojawił się pewien chłopak.
- to ciebie matka przeprowadziła. Ciekawie. - zasmial się i podał mi rękę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz