piątek, 18 grudnia 2015

Od Maksa do Lyne

Poszedłem pod prysznic, po czym stanąłem przed szafą z ubraniami zastanawiając się co wybrać. Ostatecznie zdecydowałem się na jeansy oraz koszulę w kratę a na nią zarzuciłem bluzę, no i oczywiście buty.

Wyszedłem od siebie i zapukałem do drzwi pokoju dziewczyny.
- Czekam na dole. - zawołałem.
- Okey. - usłyszałem odpowiedź.
Wyszedłem na zewnątrz i wyprowadziłem z garażu motor, akurat wtedy dziewczyna wyszła.
- Nie idziemy na pieszo? - spytała lekko zdziwiona.
- Trochę za daleko. - przyznałem. - Spokojnie, zaufaj mi. - uśmiechnąłem się lekko podając jej drugi kask.

?

czwartek, 17 grudnia 2015

Od Lyne do Maksa

- Bardzo chętnie, od dłuższego czasu nie miałam prawdziwych przyjaciół. - usmuechnelam się na chwilę, po czym zrobiłam zwykłą, ponurą minę na wskutek wspomnień.
- Nie martw się, wszystko da się naprawić. - mruknął, a jednocześnie przekonał mnie do wszystkiego. - Dam ci chwilę czasu, byś się przygotowała.
- I nawzajem. - cichutko zachichotalam.
Oboje weszliśmy do swoich pokoi, od razu zaczęłam szukać na dobrą sprawę.

Od Maksa do Lyne

- Nawet małe rzeczy, mogą okazać się niezwykłe. - uśmiechnąłem się lekko ściągając z grzbietu konia siodło.
Razem go wyszczotkowaliśmy, po czym wróciliśmy do domu gdzie czekał na nas obiad, zjedliśmy go w milczeniu.
- Roboty mówisz, że w sensie sam budujesz? - spytała gdy wchodziliśmy po schodach.
- Tak, chodź, pokażę ci. - uśmiechnąłem się otwierając drzwi od mojego pokoju. Gdy weszliśmy do środka, od razu przywitały nas trzy psy. - To jest Tio, Iso i Leo. - przedstawiłem ich.
Pokazałem jej swoje modele robotów i samochodzików skończonych i nieskończonych jakie do tej pory zrobiłem.
- Jak byś chciała, moglibyśmy razem coś zbudować. - uśmiechnąłem się lekko.
- Jasne, byłoby fajnie. - odwzajemniła gest.
- Słuchaj... dzisiaj jest taka mini impreza nad jeziorem, może chciałabyś się ze mną przejechać? Znam jedną dziewczynę, z którą na pewno się dogadasz. - uśmiechnąłem się.


Od Lyne do Maksa

- Mamy jedno wspólne zainteresowanie, sama lubię pobyć sama z psami. Zostały mi w sumie tylko one, nie miałam z nikim dobrego kontaktu od dłuższego czasu, jak z nimi. Może uznasz to za dziwne, ale czuje jak by mnie rozumialy. - powiedziałam wolno i spokojnie.
Chłopak popatrzył się na mnie klikając głową na boki, przecząco.
- A poza tym, masz jakieś zainteresowanie na drugim miesjcu?
- Często zsjmowalam się białą kartką i zwykłym ołówkiem, nic zwykłego. - skrzywilam się.

Od Maksa do Lyne

Zsiadłem z konia po czym złapałem za wodzę.
- To zależy, trenuję psy, siedzę z kolegami, gramy w coś, czasem pogrzebię sobie w motorze, pomajstruję coś przy robotach, albo pogram sobie w kosza pod domem. - wzruszyłem lekko ramionami. - A ty? - uśmiechnąłem sie.

?

Od Lyne do Maksa

Wyskoczyła na konia Maksa, gdy tym razem byłam lepiej zabezpieczona ruszyliśmy tuż przed siebie. (...) Kilka kilometrów od stajni zatrzymaliśmy się, nikt nie mógł już nas zaczepic.
- Co robisz jeszcze w wolnych chwilach? - zapytałam z nadzieją, ze podzieli się ze mną informacja i pasją.

Od Maksa do Lyne

Nagle koło mnie zjawiła się Lyne, nie powiem, trochę mnie to zdziwiło, zatrzymałem Lucky'ego.
- A co z Finnem? - spytałem oglądając się za siebie, nie to żeby mnie to zastanawiało...
- Jakoś... wolałam wrócić z tobą. - uśmiechnęła się lekko.
- No okey. - uśmiechnąłem się i podałem jej rękę, aby mogła usiąść za mną gdyż Rose zostawiła Finnowi.

?

Od Lyne do Maksa

- Wiesz, ja chyba pójdę z Maksem.
Gdy próbowałam wstać, chłopak złapał mnie za rękę:
- Zostań, on nie jest niczego warty. Nawet rodziny nie ma. Zostaje twoim osobistym przyjacielem, co ty na to?
- Pozwól że sama wybiorę przyjaciół. - jednym ruchem wyrwalam swoją rękę od chłopaka i pobiegalm śladami Maksa

Od Maksa do Lyne

Wracając do dziewczyny, zauważyłem zmierzającą ku stajni Rose.
- Ej mała, co jest? - spytałem łapiąc ją za wodzę. - Gdzie masz Lyne? - rozejrzałem się dookoła, klacz parsknęła i odwróciła łeb w stronę łąki.
Ruszyliśmy tam, będąc na miejscu zauważyłem że siedzi na trawie razem z Finnem, chyba świetnie się dogadują.
- Chyba kogoś zgubiłaś. - powiedziałem podchodząc bliżej.
- Tak, uciekła mi. - powiedziała łapiąc ją za wodzę.
- Rose to silna dziewczyna, da radę przewieść nas obu. - uśmiechnął się głaszcząc klacz.
- No jasne, to na razie. - uśmiechnąłem się sztucznie.
Odwróciłem się do nich tyłem i powoli ruszyliśmy ścieżką w stronę stajni.

?

Od Lyne do Maksa

W małych odległościach ruszyliśmy na wzgórze. Tam mieliśmy wolną rękę, mogliśmy robić co tylko chcemy. Myślałam, że w nowym domu będą mnie wykorzystywać, tak jak zawsze, a tu okazuje się, że jest całkiem inaczej, jak z innej, lepszej bajki. 
- poczskasz chwilę? Skocze po marchewkę dla koni. 
- jasne. - podeslalam mu obiecujący uśmiech. 
Chłopak znikł niczym mgła, zostałam sama, sama z koniem na polu. (...) W pewnym momencie Rose zaczęła wierzgc, z racji, ze puscilam wodze- spadlam. Koń popedzil przed siebie, a zamiast niego pojawił się pewien chłopak. 
- to ciebie matka przeprowadziła. Ciekawie. - zasmial się i podał mi rękę. 

Od Maksa do Lyne

Uśmiechnąłem się widząc, że dziewczyna poczuła się ewidentnie lepiej. Pokazałem jej gdzie co jest, oraz przedstawiłem wszystkie konie.
- Pojeździmy? - zaproponowałem.
- No jasne! - uśmiechnęła się.
Jako że byłem nieco wyższy, podałem dziewczynie siodło, ogłowie, czaprak i owijki, sam wziąłem to samo i ruszyliśmy w stronę koni.
- Mogę wziąć Rose? - spytała niepewnie.
- No pewnie. - uśmiechnąłem się.
Wyprowadziliśmy konie z boksów, ja wziąłem Lucky'ego. Wyprowadziliśmy je przed stajnie po czym usiedliśmy na ich grzbietach.
- Jak mnie złapiesz, decydujesz co dalej robimy. - uśmiechnąłem się i pogoniłem ogiera, a ten zaczął galopować przed siebie. Mieliśmy duuuuże pole do popisu, zieloną ogromną łąkę.

?

Od Lyne do Maksa

Chłopak zaprowadził mnie do stajni, która ujawniła się tuż za niewielkim wzgórzem.
- Masz ochotę, co nie?
- Jasne! - krzyknelam z zachętą.
Zbieglismy z górki prosto do wejścia. W środku poczułam się jak w swoim zywiole, znów mogłam poczuć jak to jest być szczęśliwą.

Od Maksa do Lyne

- Zgadzam się. - uśmiechnąłem się lekko. - To... może wejdziemy do środka. - zaproponowałam.
Dziewczyna jedynie skinęła głową, wzięła swój plecak z bagażnika, zamknąłem go i weszliśmy do środka. Weszliśmy po schodach do góry, weszliśmy do pokoju, którego Alison przygotowywała od kilku miesięcy. Dziewczyna podziękowała i zaczęła się rozpakowywać, a ja poszedłem do siebie, od razu przywitały mnie trzy psy które rano tak twardo spały, że nawet nie zauważyły kiedy wyszedłem.
- Cześć śpiochy. - uśmiechnąłem się głaszcząc każdego kolejno.
Nasypałem im do misek jedzenia i wymieniłem wodę, a sam pochowałem pranie które gosposia zostawiła na moim łóżku.

Wyszedłem po jakiejś godzinie, psy poleciały na dwór, a ja zapukałem do drzwi od pokoju dziewczyny.
- Słyszałem że już cię oprowadzili, po domu, na zewnątrz też wszystko widziałaś? - spytałem.
- Nie, tylko dom. - odpowiedziała cicho.
- Jeździłaś kiedyś konno? - zadałem kolejne pytanie.
- Kilka razy się zdarzyło, niestety później nie miałam takiej możliwości, a szkoda. - wzruszyła lekko ramionami.
- To chodź, coś ci pokażę. - uśmiechnąłem się.
Dziewczyna skinęła głową i odwzajemniła uśmiech, zeszliśmy na dół kierując się w stronę stajni.

?

Od Lyne do Maksa

- Lyne. - odpowiedziałam cicho, nadal nie wiedziałam co się dokońca dzieje i czy to na pewno będzie mój nowy, stały dom.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz za dobrze. - wykrztusił przyglądając mi się uwaznie.
- Może dlaczego, ze jestem w nowym miejscu, nowym otoczeniu. - odwrocilam głowę, zapoznając się z terenem. - Muszę jedynie powiedzieć, że nie da się narzekać, bardzo ładne miejsce.

Maks?

Od Maksa do Lyne

Wydawać się mogło, że dziś będzie dzień jak co dzień, lecz to tylko pozory. Obudziłem się jak zwykle, kilka minut przed 8. Niechętnie wygrzebałem się spod kołdry i poszedłem do swojej łazienki. Wziąłem zimny prysznic dla przebudzenia, umyłem zęby po czym ubrałem się w czarne jeansy, koszulkę, bluzę i buty.
Ogarnąłem włosy z porannego nieładu po czym pościeliłem łóżko, podciągnąłem zasłony tym samym wpuszczając do środka światło. Gdy wyszedłem z pokoju, słyszałem chrapanie Finna, jedynie wywróciłem oczami i zszedłem na dół. Na stole czekało śniadanie, jako że nie byłem głodny dlatego też wypiłem tylko sok pomarańczowy. Wyszedłem z domu, napotykając Filipa.
- Nie ma Jake'a? - spytałem podciągając rękawy bluzy do łokci.
- Nie, rano się dowiedział że musi jechać z rodzicami do dziadków na kilka dni. - odpowiedział.
Skinąłem jedynie głową, poszliśmy za dom.
- Kogo bierzesz? - spytałem otwierając drzwi do stajni.
- Hefajstosa, a ty? - odpowiedział głaszcząc Ruby.
- Dzisiaj Sztorma, Pielgrzym ma dość po wczorajszym. - uśmiechnąłem się lekko.
Wyprowadziliśmy konie z boksów, wyczyściliśmy i oporządziliśmy, wyprowadziliśmy je ze stajni. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w stronę lasu. [...] Wróciliśmy po jakiś czterech godzinach, boksy były już czyste co oczywiście było zasługą Marco, stajennego. Rozsiodłaliśmy je, wyszczotkowaliśmy i wyczyściliśmy kopyta, chłopak poszedł do siebie. Już miałem wchodzić do domu, kiedy zobaczyłem podjeżdżający samochód Alison. Podszedłem do niej, ku mojemu zdziwieniu z auta wysiadła jakaś dziewczyna. Wtedy właśnie przypomniało mi się jak Alison mówiła że chce się zaopiekować jakąś dziewczyną, to musi być ona.
- Pomożesz mi wziąć zakupy do domu, co robi Finn? - spytała.
- A co robi Finn w weekendy? - spytałem od niechcenia.
- No tak. - westchnęła. - Dobra, zostaw te zakupy, Finn je weźmie. Niech w końcu ruszy ten tyłek z tego łóżka. - zaczęła już trochę poddenerwowana. - Zajmij się nią. - dodała idąc w stronę domu.
- Cześć, jestem Maks. - uśmiechnąłem się podchodząc do dziewczyny.

?