Wydawać się mogło, że dziś będzie dzień jak co dzień, lecz to tylko pozory. Obudziłem się jak zwykle, kilka minut przed 8. Niechętnie wygrzebałem się spod kołdry i poszedłem do swojej łazienki. Wziąłem zimny prysznic dla przebudzenia, umyłem zęby po czym ubrałem się w czarne jeansy, koszulkę, bluzę i buty.
Ogarnąłem włosy z porannego nieładu po czym pościeliłem łóżko, podciągnąłem zasłony tym samym wpuszczając do środka światło. Gdy wyszedłem z pokoju, słyszałem chrapanie Finna, jedynie wywróciłem oczami i zszedłem na dół. Na stole czekało śniadanie, jako że nie byłem głodny dlatego też wypiłem tylko sok pomarańczowy. Wyszedłem z domu, napotykając Filipa.
- Nie ma Jake'a? - spytałem podciągając rękawy bluzy do łokci.
- Nie, rano się dowiedział że musi jechać z rodzicami do dziadków na kilka dni. - odpowiedział.
Skinąłem jedynie głową, poszliśmy za dom.
- Kogo bierzesz? - spytałem otwierając drzwi do stajni.
- Hefajstosa, a ty? - odpowiedział głaszcząc Ruby.
- Dzisiaj Sztorma, Pielgrzym ma dość po wczorajszym. - uśmiechnąłem się lekko.
Wyprowadziliśmy konie z boksów, wyczyściliśmy i oporządziliśmy, wyprowadziliśmy je ze stajni. Wsiedliśmy i ruszyliśmy w stronę lasu. [...] Wróciliśmy po jakiś czterech godzinach, boksy były już czyste co oczywiście było zasługą Marco, stajennego. Rozsiodłaliśmy je, wyszczotkowaliśmy i wyczyściliśmy kopyta, chłopak poszedł do siebie. Już miałem wchodzić do domu, kiedy zobaczyłem podjeżdżający samochód Alison. Podszedłem do niej, ku mojemu zdziwieniu z auta wysiadła jakaś dziewczyna. Wtedy właśnie przypomniało mi się jak Alison mówiła że chce się zaopiekować jakąś dziewczyną, to musi być ona.
- Pomożesz mi wziąć zakupy do domu, co robi Finn? - spytała.
- A co robi Finn w weekendy? - spytałem od niechcenia.
- No tak. - westchnęła. - Dobra, zostaw te zakupy, Finn je weźmie. Niech w końcu ruszy ten tyłek z tego łóżka. - zaczęła już trochę poddenerwowana. - Zajmij się nią. - dodała idąc w stronę domu.
- Cześć, jestem Maks. - uśmiechnąłem się podchodząc do dziewczyny.
?